Piątek, Maj 15, 2020, 21:17

Zimna Zośka, to hasło dobrze znane ogrodnikom. Mnie kojarzy się przede wszystkim z imieninami mojej cudownej córki, ale nie tylko miłością ojcowską stolarz żyje.

Historia którą pokrótce opiszę słowem i obrazem, wciąż się plecie a wręcz jesteśmy na samym jej początku. Przewrotność polega na tym, że kiedy wspaniałym zrządzeniem losu, dostaliśmy kawałek ziemi do zagospodarowania, obraz sytuacji był perspektywiczny, acz ponury - a dokładnie taki:




Wspólnymi, rodzinnymi siłami wyprowadzaliśmy to miejsce na prostą, jednak nie było ani lekko, ani szybko, choć dość przyjemnie było patrzeć na odsłaniające się kawałek po kawałku skrawki ziemi.

 




Po jakimś czasie mieliśmy pusty plac i konkretny pomysł. Wymyśliliśmy, że zrobimy inspekt do młodych rozsadów i rożnej wielkości skrzynie w których podzielone tematycznie, rosnąć będą warzywa i owoce.

 




Ponieważ uwielbiamy pomidory, tuż po zrobieniu inspektu w którym dorastały, wmurowaliśmy stary trzepak. Pomalowałem go na czarno i otoczyłem pierwszym w naszym warzywniaku płotkiem-skrzynką.




Chcąc zachować przyzwoite proporcje i odległości, starannie wytyczałem ścieżki i dystanse między kolejno powstającymi donicami.

Przy tej okazji solidnie wyżyłem się stolarko, ponieważ większe donice robiłem odmiennymi technikami. Daje mi to sporo frajdy, bo obserwuję na bieżąco, jak moje dzieła radzą sobie z wpływem warunków armosferycznych a konkretnie wilgocią. 




Dzisiaj, czyli w imieniny Zosi nasz ogródek wygląda następująco. Przekornie napisałem, że to dopiero początek, bo choć osiągnięcie tego stanu kosztowało nas sporo czasu i energii, to tak naprawdę jesteśmy w punkcie Zero, ponieważ od dzisiaj w naszych skrzyniach pojawiły się sadzonki pomidorów z inspektu. Mamy także truskawki, rabarbar i wiele innych roślin, których rozwój będę Wam pokazywał.


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Lucre&Zet (c)2020, Wszelkie Prawa Zastrzeżone